• Chcę, muszę, wybieram.

    Zrobiliście już listę noworocznych zobowiązań? Ja przejrzałam zeszłoroczną. Składała się z tak wielu „muszę” i „powinnam”, że aż mnie samą to zadziwiło. Oczywiście, kiedy ją tworzyłam, sądziłam, że to właśnie są moje prawdziwe potrzeby i plany, które powinnam (znowu!) wcielić w życie, bo wszyscy przecież tak robią. Na szczęście niewiele udało mi się z tego zrealizować. Na szczęście, bo kompletnie nie były moje i to było strasznie męczące.

    W tym roku postanowiłam podejść do sprawy inaczej. Pomogły mi w tym: jedno proste ćwiczenie i maliny w białej czekoladzie.

    O czekoladzie będzie później.

    Ćwiczenie polega na tym, że stawia się w małym kręgu trzy krzesła i siadając po kolei na każdym z nich, trzeba się skoncentrować na jednym aspekcie życia, jaki ono symbolizuje.

    Pierwsze to symbol „muszę”. Muszę więc zarabiać na życie, spłacać kredyt, oszczędzać na emeryturę, wozić rodziców do lekarza, dbać o dom itd. Itp. Tu myślę o tym, co naprawdę muszę, bo bez tego egzystencja moja i moich bliskich będzie bardzo trudna, albo w ogóle wszystko się rozsypie. I o tym, co wydaje mi się, że muszę z wielu różnych powodów. Nie zawsze racjonalnych. Warto się nad tym dobrze zastanowić.

    Drugie to „chcę”. I nie trzeba się tu ograniczać, ani przed nikim tłumaczyć. To jest moje. Chcę mieć czas dla siebie i przyjaciół, wolność wyboru, możliwość realizowania swoich pasji, przestrzeń na drobne i duże przyjemności, itp. Każdy wstawia tu, co mu w duszy gra. To najprzyjemniejsza część tego ćwiczenia 😉

    I wreszcie najważniejsze – „wybieram”. Muszę gotować rodzinie dwudaniowe obiady? Nie muszę, ale chcę i lubię to robić, więc świadomie się na to decyduję. Muszę zarabiać, ale chcę to robić w taki sposób, żeby sprawiało mi to frajdę. Czego do tego potrzebuję? Chcę spotykać się częściej z przyjaciółmi, więc wybieram te spotkania, zamiast pucowania domu na glanc. Chcę spędzać czas z dziećmi, ale w taki sposób, jaki nie tylko im, ale i mnie sprawia przyjemność, czyli np. na basenie. Itp.

    I tak powstała moja lista na rok 2018. I na kolejne lata, bo wierzę, że świadome wybieranie i równowaga między „muszę” i „chcę” prowadzi do sukcesu.

    I teraz o czekoladzie.

    Raz w roku dostaję w prezencie gwiazdkowym od zaprzyjaźnionej węgierskiej firmy cudowne czekoladowe pralinki. Są boskie, za każdym razem inne, bardzo wyrafinowane w smaku i przepięknie opakowane. W tym roku poznałam historię ich producenta – człowieka, którego zwolniono wiele lat temu z banku z powodu restrukturyzacji. Wtedy postanowił, że utrzyma rodzinę bo musi, ale założy własny biznes i to taki, który wynika z jego zainteresowań i marzeń. Zamiast finansów zajął się więc czekoladą. I odniósł oszałamiający sukces. Jego wyroby można kupić niemal na całym świecie (niestety u nas nie). Nic dziwnego, bo w tych pralinach czuć pasję, miłość i radość z dobrego wyboru. A przynajmniej ja lubię tak myśleć 😉

    A Wy co wybierzecie w tym roku?

    Autor: Katarzyna Brzezińska

    Fotografia: pixabay.com

    Bez kategorii, Galeria 3, Kobieta, Potrzeby, Szczęście, Zmiana