• Dla Mam – na Dzień Dziecka

    Trzy są powody tego, że dziś do Was piszę. Pierwszy jest taki, że przed chwilą był Dzień Matki, drugi - dzisiaj Dzień Dziecka. Może bym i nie planowała specjalnego wpisu z tych okazji, gdyby nie powód trzeci. Niedawno prowadziłyśmy z Kasią warsztat dla mam. Nazwałyśmy ten warsztat „Matka też człowiek”, no i po prostu nie mogę wytrzymać, żeby nie podzielić się z Wami moimi refleksjami po tym warsztacie. Warsztat był o tym, że kiedy rodzisz dziecko, to wszystkim wokół się wydaje, że Ci się przy tej okazji mózg resetuje i od tej pory przestajesz być człowiekiem, a stajesz się robotem zaprogramowanym na zaspokajanie potrzeb potomstwa.

    Ale najsmutniejsze jest to, że wiele z nas tak właśnie zaczyna się zachowywać. Mężom jakoś dajemy prawo do zaspokajania ich potrzeb (a oni chętnie z niego korzystają) bez względu na ilość dzieci, która pojawiła się w ich życiu. Dzieci mają swoje potrzeby, coraz więcej potrzeb, a my - bo tak trzeba - bierzemy na siebie obowiązek pomagania im w ich zaspokajaniu. Kto regularnie wozi syna na treningi? A córkę na balet i angielski? W sobotę - na zawody, w niedzielę - na urodziny kolegi? Skąd bierze się to poczucie, że „odkąd mamy rodzinę, mam wrażenie, że mąż się rozwinął, a ja się… zwinęłam”?

    Wszyscy mają swoje potrzeby, tylko mama musi odłożyć własne do składziku z nieużywanymi rupieciami.

    Gdzie się podziałaś? Ty. Ze swoimi potrzebami, pragnieniami, marzeniami?

    Chciałabym, żeby to było jasne. Nie namawiam do całkowitej rewolucji, skoncentrowania wyłącznie na sobie i kompletnego ignorowania bliskich. Paradoksalnie - to, co robisz, kiedy pomijasz Siebie w Waszym wspólnym życiu nie służy ani Tobie, ani im. Dzieci nie uczą się tego, co do nich mówimy, dzieci uczą się postępowania naśladując nasze.

    Czy pozwalając naruszać Twoją integralność, uczysz dzieci obrony ich własnej? Czy nie nazywając Twoich granic i nie komunikując ich najbliższym, uczysz dzieci wyznaczania własnych?

    Rodzicielstwo może być wspaniałą przygodą. Ale nie będzie nią, jeśli Twoja relacja z dzieckiem nie będzie relacją równorzędności. Tylko, że o własną równorzędną pozycję możesz zadbać tylko Ty sama. Twoje dzieci naprawdę są wystarczajaco bystre, by się tego od Ciebie nauczyć bez zbędnego gadania. Żeby być szczęśliwymi, spełnionymi ludźmi, potrzebują szczęśliwych, spełnionych rodziców. Potrzebują nas, żebyśmy - zamiast tylko mówić, co mają zrobić, by być szczęśliwymi - własnym przykładem pokazali im, jak to się robi.

    Kolejne warsztaty wkrótce. Do zobaczenia.

    Beata Sikorska – Dutka

    Foto: pixabay.com

    Coaching, Emocje, Galeria 3, Kobieta