• Projekt życia

    Na początku tego roku miałam z moim synem, który jest w klasie maturalnej, następującą wymianę zdań: – Wiesz, powiedziałem koleżance, że byłem dziś we Flyspocie. A ona mnie nie zapytała, czy było fajnie, ani nawet, jak było, tylko: „A Twoi rodzice wiedzą, że miałeś dziś szkołę?”. – I co Ty na to? – Odpowiedziałem, że byłem z rodziną. – A ona co na to? – Że u mnie jest zupełnie inaczej niż u niej. – To znaczy? – Rodzice moich znajomych za nic nie pozwoliliby im opuścić lekcji. Pilnują, żeby się non stop uczyli. – Może im po prostu zależy, żeby ich dzieci zdobyły dobre wykształcenie i dobrze im się potem żyło? – No tak, ale co to za zabawa żyć życiem, które ktoś inny Ci zaplanuje? – żachnął się mój syn.

    Ale po co o tym piszę? To nie będzie wbrew pozorom tekst o rodzicielstwie, ani o koncepcjach wychowania, ani nawet o modelach edukacji.

    To ma być tekst o projektowaniu sobie życia.

    Kiedy ja byłam w klasie maturalnej do głowy mi nie przyszło, że mam jakiś wybór. Ścieżka wydawała się być wytyczona odgórnie. Nawet się nie zastanawiałam, kto jest autorem tej mapy. Najpierw studia, potem jakaś praca, małżeństwo, dzieci… Nikt mnie nigdy nie zapytał, czy mam może inne pomysły. A mnie – do głowy nawet nie przyszło, że mogłabym je mieć.

    W tak zwanym społeczeństwie tradycyjnym nasze role społeczne były jasno określone, a każdej roli ściśle przypisane obowiązki z nią związane. Kobieta – żona, matka, gospodyni domowa. Rzadko robiła własną karierę zawodową. Raczej wspierała męża w jego karierze. Jeśli nie wyszła za mąż, albo – nie daj Boże – się rozwiodła, ciotki mówiły, że nie udało jej się „ułożyć sobie życia”. Mężczyzna – no właśnie, on żył poza domem, on robił karierę, on zarabiał pieniądze, utrzymywał rodzinę. A po pracy – odpoczywał na kanapie.

    To jest odkrycie nowoczesności, że nie musimy już powielać zastanych wzorców. Uświęconych tradycją, narzuconych przez kulturę, w której żyjemy. Nie musimy już „żyć życiem, które ktoś inny nam zaplanuje”. To nowoczesność dała nam prawo do własnych planów, uświadomiła, że nasze życie może być naszym własnym PROJEKTEM – oryginalnym, „szytym na miarę”, indywidualnym, autentycznym. Zbudowanym jako odpowiedź na nasze własne potrzeby, upodobania, pragnienia.

    Aż się prosi, żeby zaapelować do rodziców, żeby pozwolili swoim dzieciom nie powielać gotowych scenariuszy. Żeby pozwolili im napisać własne. Pozwolili „ułożyć sobie życie” po swojemu. Zagłuszyli w sobie głos starych ciotek.

    Wiem, że to nie jest łatwe. Szczególnie dla nas – rodziców, którzy wzrastaliśmy w zupełnie innym świecie. Ale nie pozwólmy, by nasze oczekiwania stały się dla naszych dzieci ograniczeniem. By przeszkodziły im żyć spełnionym życiem.

    A to, czego chcą – nasze dzieci naprawdę same wiedzą lepiej od nas. Jeśli tylko pozwolimy im to odkryć.

    Beata Sikorska-Dutka

    foto: pixabay.com

    Coach, Galeria 5, Potrzeby